KILKA SŁÓW O OBOWIĄZKACH

kilka słów o obowiązkach

Bycie rodzicem to nie lada wyzwanie. Poza nauką podstaw pielęgnacji dziecka (a wcześniej fizjologii porodu), zasad wychowania, logistyki dnia codziennego, człowiek musi zajmować się milionem innych „pomniejszych”, ale jakże ważnych rzeczy. Można co prawda odpuścić sobie zmywanie, pranie, gotowanie, sprzątanie zabawek, odkurzanie, wycieranie rozlanej zupy, ale w niedługim czasie… bałagan by nas pokonał.

W związku z tym często rodzice przyjmują strategię „na męczennika” – jak trzeba to zrobię, w końcu nie mam wyjścia i tak nikt mi nie pomoże. I pomimo tego, że w domu nie mieszkają sami, rodzice biorą absolutnie wszystkie obowiązki na siebie (pół biedy, jeśli chociaż oboje się angażują). Natomiast dzieci wzrastają w błogim przekonaniu, że „są jeszcze za małe”, „jeszcze tego nie potrafią”, albo (o zgrozo!) „mają się tylko uczyć” (wrócimy do tego za chwilę). Czasami rodzice, wykończeni i sfrustrowani, orientują się, że cos jest nie tak i nagle wkładają na dziecko mnóstwo obowiązków. Ale, ale, przecież ono wtedy powie, że „jest jeszcze za małe”, „jeszcze tego nie potrafi” albo po prostu „ono ma się uczyć”…

Istnieją różne koncepcje wychowania, a zatem także, podejmowania obowiązków przez dzieci. Niektóre proponują, żeby dzieci od początku uczyć, modelować, wdrażać w pomoc w domu. Inne z kolei sugerują, że nie można dzieci do niczego namawiać, ale po prostu czekać aż będą gotowe i same zapytają, w czym pomóc. Każdy może wybrać to, co w danych założeniach jest mu bliższe. Internet jest też pełen porad dotyczących listy konkretnych obowiązków dla kolejnych okresów rozwojowych dziecka. Warto z nich korzystać, kiedy zabraknie nam pomysłów. Zanim jednak po nie sięgniemy, zastanówmy się, o co właściwie chodzi w tych obowiązkach.

Obowiązki to nic innego, jak te wszystkie wielkie i małe czynności, które musimy wykonać, aby normalnie żyć. Począwszy od dbania o siebie, przez dbanie o najbliższych, wspólny dom, zwierzaki, czy wreszcie edukację i rodzinny budżet. Często kojarzą się nam z czymś nudnym i nieprzyjemnym, ale nikt z nas nie lubi przecież „atrakcji” związanych z ich niedopełnieniem. To od nas zależy jak podejdziemy do naszych obowiązków. Możemy kreatywnie, czasem z lekkim dystansem, z poczuciem sensu, albo przekonani o największej karze świata, jak nas spotyka w wynoszeniu śmieci. A to, jak podchodzimy do naszych obowiązków, w prosty sposób przekazujemy naszym dzieciom.

Wiadomo, że obowiązki często są nudne, dlatego, że się nie zmieniają, codziennie to samo. Dużym ułatwieniem i motywacją może być czasami zatrzymanie się i zapytanie „Po co ja właściwie to robię?”. Gotuję, bo chcę abyśmy nie byli głodni, ale najedzeni, zdrowi, zadowoleni. Piorę, bo nie chcę, żebyśmy chodzili w brudnych rzeczach, odstraszając wszystkich wyglądem i zapachem. Odkurzam i zmywam podłogi, bo nie chcemy nieproszonych wielonożnych małych gości. Wreszcie, składam klocki do pudełka, bo jak się nadepnie bosą stopą na LEGO…  Czyli podsumowując, wykonujemy obowiązki po to, żebyśmy mogli żyć w zdrowiu, komforcie, zadowoleniu, zarówno w naszej rodzinie, jak i społeczeństwie (przecież w pracy też myjemy kubki po kawie).

Inna sprawa jest taka, że umiejętność podejmowania obowiązków i ich wykonywania daje nam poczucie samodzielności i pewności siebie. Trudno żyje się komuś, kto już wyszedł z domu rodzinnego, ale nie umie włączyć pralki, wyprasować koszuli czy ugotować obiadu. A z takim startem boryka się mnóstwo młodych, którzy słyszeli całe życie „Ty to masz się tylko uczyć”. Jasne, nauka jest ważna i jest obowiązkiem dziecka, ale nie jedynym! Przecież ono kiedyś dorośnie, pójdzie do pracy, założy własną rodzinę i wtedy bez podstawowych umiejętności dbania o siebie, innych i otoczenie, po prostu sobie nie poradzi. Albo będzie mu bardzo trudno. Pamiętajmy, żebyśmy nie ograniczali naszych dzieci wykonując wszystko za nie. To prowadzi do lenistwa, egocentryzmu, postawy roszczeniowej, braku szacunku do czyjejś pracy, ale też dużej bezradności, niesamodzielności i niskiego poczucia własnej wartości.

Kolejna kwestia dotyczy życia w grupie ludzi. Początkowo jest nią rodzina, sąsiedzi, potem grupa w przedszkolu, zespół klasowy, inni studenci, czy wreszcie współpracownicy. To też oczywiście wszyscy znajomi, przyjaciele, kluby, wspólnoty itd. W każdej z tych grup obowiązują konkretne zasady, ale jedna z nich jest na pewno wspólna: pomagamy sobie nawzajem. Jeśli ta zasada nie jest spełniona, grupa daleko nie zajdzie. A takie przekonanie i umiejętność pomagania wynosimy najpierw z domu rodzinnego. Jeśli rodzice pomagają sobie nawzajem, jeśli dzieci też chcą pomagać im i rodzeństwu, to w takiej rodzinie żyje się dobrze. I to jest nasze, rodziców, zadanie, aby przez własny przykład i zachętę, uczyć dzieci, że w życiu trzeba sobie pomagać. Taką formą pomocy są też codzienne obowiązki, kiedy to pomagamy nakrywać do stołu, odkładać czyste ubrania do szafy, czy chować klocki do pudełka. I tu nie ma żadnych ograniczeń wiekowych (może poza okresem niemowlęcym) Im młodsze dzieci, tym chętniej garną się do pomagania we wszystkim. Jasne, że to często przysparza nam pracy, bo jednak coś rozleją, stłuką, pobrudzą, wysypią itd. Ale jeśli będziemy doceniać ich starania, zastanawiać się, jak mogą nam pomóc, żeby faktycznie mogło im się udać (może wystarczy nalać mniej wody do kubeczka, który nasz maluch ma zanieść na stół), to będzie procentować.

Nasze dzieci wspierane i zachęcane do pomagania, będą angażowały się w coraz więcej czynności (będą je też wykonywały coraz lepiej), staną się bardziej samodzielne, odpowiedzialne i pewne siebie. I to, co ważne, zaczną pomaganie innym traktować jako naturalne, oczywiste. A od pomagania do obowiązków droga już nie długa. Kiedy nasze dziecko umie coś wykonać, można spróbować, aby mogło być za to odpowiedzialne (pamięta o swoim zadaniu, potrafi je wykonać, robi to regularnie). Do tego potrzeba cierpliwości, przypominania i doceniania za każdym razem, ale z czasem nawet nasz maluch będzie pamiętał, aby np. kot miał świeżą wodę w miseczce. Zapraszając nasze dzieci do pomocy przy różnych zadaniach w domu, szybko się zorientujemy, z czym sobie radzą, a co jest jeszcze dla nich za trudne. Warto też wszelkie poradniki typu: 3-latek powinien …., czytać przez pryzmat naszego dziecka, tzn. warto sprawdzić, czy sobie poradzi z czymś, co wcześniej nie przyszło nam do głowy (a autor proponuje), ale nie wciskać dziecka w sztywne ramy ogólnych zasad. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, więc nasza obserwacja dziecka oraz refleksja pomogą nam poszukać dla niego odpowiedniej drogi rozwoju w kwestii obowiązków.

Na koniec warto pamiętać o jeszcze kilku ważnych zasadach:

  1. Dziecko jest dzieckiem musi mieć czas zarówno na obowiązki (w tym naukę, ale nie tylko), jak i zabawę (!) czy odpoczynek (!);

  2. Zawsze doceniajmy wysiłek i zaangażowanie naszych dzieci w pomoc w domu; szczególnie u maluchów nie kładźmy nacisku na efekt, gdyż one jeszcze często nie mają wystarczających umiejętności, żeby wykonać zadanie jak dorosły; jeśli jednak będziemy je doceniać, wzmocnimy ich motywację i ochronimy przed zniechęceniem;

  3. Prowadzenie domu jest naszym, rodziców, obowiązkiem, a nasze dzieci mogą nas jedynie trochę w tym wspierać (im starsze, tym bardziej); nie możemy nakładać na dzieci zbyt dużo, bo ostatecznie, przemęczone, przytłoczone lub zrezygnowane, przestaną robić cokolwiek;

  4. Dzieciom, które już mają obowiązki domowe, warto często zmieniać zadania (może co tydzień odpowiadać za coś innego), dzięki czemu unikniemy rutyny, a nasze dziecko będzie miało okazję rozwijać zakres swoich umiejętności;

  5. Przed nadaniem dziecku jakiegoś obowiązku, koniecznie porozmawiajmy z nim, na czym polega od dziś jego zadanie, kiedy i jak ma je wykonywać (zademonstrujmy, nawet kilkukrotnie i przez kilka dni towarzyszmy mu przy tym zadaniu, aż poczuje się pewnie); rozmawiajmy też z dzieckiem o tym, w czym szczególnie lubi pomagać, a co sprawia mu trudność i dlaczego.

Jeśli nasze dziecko, mimo wprowadzenia powyższych zasad, nadal odmawia wykonywania obowiązków, to zastanówmy się, gdzie tkwi przyczyna: nuda, zmęczenie, poczucie przymusu (brak liczenia się z jego zdaniem), brak konkretnych umiejętności… Gdy znajdziemy przyczynę, łatwiej zaradzić problemowi i na nowo zmotywować dziecko do włączenia się w działania na rzecz domu i całej rodziny.

Na koniec, tradycyjnie, zadanie przy kawie: wypiszcie na kartce wszystkie obowiązki, które są do wykonania w Waszym domu. Podpiszcie, kto za co odpowiada, a potem zobaczcie, czy jesteście zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Może małżonkowie mogą się bardziej wspierać? A może warto dzieciom powierzyć jakieś zadanie, z którym sobie poradzą? Pamiętajmy, że nasz dom jest nasz – kiedy wspólnie się o niego troszczymy, każdemu jest w nim dobrze, lubi w nim przebywać i do niego wracać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *